środa, 11 lutego 2015

dryfując w teraźniejszości




Co się ze mną dzieje? Czuję się taka otumaniona. Słowa, które pojawiają się w moich w myślach powtarza echo.
   *Co się ze mną dzieje? Dzieje? Dzieje?
Z przerażeniem otwieram oczy. Jest ciemno i cicho. Ta głuchość przeraża. W dalszym momencie nie ruszam się. Leżę na łóżku wysłanym pościelą i czuję, że jest mi niewygodnie, ale nadal nie nie mogę zrobić ruchu. Strach mnie paraliżuje i dopiero teraz słychać ciche stukanie. Dźwięk staje się głośniejszy, odbija się echem i teraz już go rozpoznaje, rozpoznaję bicie własnego serca. Puls rozchodzi się po całym ciele, czuję go w najdalszym cząstkach mojego ciała, aż w końcu z siłą jakiej jeszcze nie czułam gwałtownym ruchem podnoszę się z łóżka. Czuję lekką ulgę, ale nadal boję się.
   *Boję się. Boję. Boję.
Nie mogę dosięgnąć stopami podłogi dlatego przez chwilę rozglądam się dookoła siebie. Dopiero oczy zdążyły przyzwyczaić się do ciemności. Ściany są białe, albo jasnego koloru i nic na nich nie wisi. Pomieszczenie jest puste, poza łóżkiem i mną na nim siedzącym. Ściskam mocniej prześcieradło pode mną i dopiero teraz uważniej przyglądam się sobie. Na dłoni zauważam plaster z wenflonem, a łóżko ma z jednej strony metalową barierkę. Jestem w szpitalu.
   * W szpitalu. Szpitalu
Wychodzę z pomieszczenia, a jaskrawe światło razi mnie w oczy. Czuję na sobie wzrok pacjentów z sal obok. Stoją w drzwiach i z ciekawością przyglądają mi się. Mam na sobie zieloną pidżamę, a nogi są bose. Czuję lekki chłód przebiegający mi po stopach. Słyszę szept ludzi, ale nie wiem, o czym rozmawiają. Kiedy psuje się jedna lampa nade mną słyszę cichy krok z tyłu. Na chwilę zamieram, jest tak zimno, że powietrze które wydycham zamarza tworząc białą smugę. Powoli odkręcam się na pięcie i widzę za sobą mężczyznę w białym fartuchu, doktora. Trzyma przed sobą w ręku teczkę i stuka w nią długopisem, a dźwięk ten odbija się od ścian i zatrzymuje na mnie.
   * Biegnij. Biegnij. Biegnij
Nie zdążę nic zrobić, gdy już czuję na sobie czyjeś ręce, z przerażenia upadam i wpadam w histerię. 
   *Wstawaj. Wstawaj. Wstawaj.
Gdy otwieram oczy, znajduję się w innym pomieszczeniu. Czuję na sobie ciepłe ręce, które przecierają moje załzawione oczy. Kiedy podnoszę głowę widzę przed sobą Twarz ma zmartwioną, ale nie mija chwila kiedy posyła mi uśmiech i zaraz znowu znajduję się w jego bezpiecznych ramionach. 





W końcu zebrałam się w sobie i dni które mi mijają nie są wcale takie nudne, jak myślałam, że będą. Na razie nic nie planuję. Nie chce wiedzieć, co będzie się działo kolejnego dnia, bo to prowadzi do rozczarowania. Dziś zajęłam się w końcu historią, która na prawdę przytłacza. Kiedy widzę podręczniki, które muszę opracować w ferie czuję na ciele ciary. Oczywiście słowo muszę nie jest napisane w znaczeniu I have to tylko I must. A resztę dnia spędziłam na "nie wiadomo czym". Chyba z 2 godziny z bratem i ojcem grałam w karty. Kto umie grać w 3-5-8 ten wie ile czasu pochłania ta gra. Oczywiście to ojciec wygrał, ale ja zajęłam równie zaszczytne drugie miejsce kończąc wynikiem 0 pkt :)
--------------------------------------------------------------- to było wczoraj


Czym się będzie różnił dzisiejszy dzień, tego jeszcze nie wiem, możliwe, że zaraz wezmę się za rysowanie. Warto poćwiczyć włosy. Mam z nimi problem, bo jeśli chodzi o oczy, to potrafię je zrobić w 2 minuty (chodzi o Mangę). Mam wprawę dzięki nudzeniu się na j.polskim.


Myślę, że może dorysuje w końcu kolejny rysunek na ścianie. Nie pisałam wcześniej o tym, ale lubię mieć różne bohomazy w pokoju. Jedna ściana przeznaczona jest na moje malowidła. Niestety na początku, kiedy zaczynałam, nie myślałam o tym i mam kilka obrazków, gdzie indziej porozmieszczanych, co będzie utrudnieniem, przy malowaniu ścian, bo raczej czarny marker nie będzie łatwo zamalować, no ale co ja teraz mogę poradzić.


W pokoju znajduje się także lustro oklejone czarnymi motylkami zrobionymi z brystolu. Razem z siostrą rysowałyśmy i wycinałyśmy je 5 godzin, a potem kolejną godzinę zajęło nam naklejanie ich na specjalną gumę do ścian. Praca żmudna, ale efekt nieziemski.


Powieszony także został łapacz snów, ale niezbyt mi on wyszedł. Będę musiała przyczepić do niego więcej piórek, żeby ciekawiej wyglądał. Zrobiłam go, bo miałam okres fascynacji świadomym śnieniem. To było jakieś pół roku temu, kiedy razem z A. próbowaliśmy coś osiągnąć różnymi metodami. On miał już lekkie doświadczenie, co mnie bardziej motywowało. Oboje przykładaliśmy się, wykonywaliśmy testy rzeczywistości, zapisywaliśmy sny, budziliśmy się w nocy, aby zaraz zasnąć i mieć ten wymarzony świadomy sen. Udało mi się chyba 3 lub 4 razy, ale tylko raz byłam w pełni świadoma tego wszystkiego. Kolejne razy były przypadkowe i krótkie. Oczywiście po jakimś czasie znudziło mi się zapisywanie snów ( wyobraźcie sobie o 6 wstawać do szkoły i pierwsze co robić to zapisywać w telefonie, co wam się śniło, a potem to rozszyfrowywać, no bo przez zamknięte oczy trudno coś napisać) oraz wstawanie o tej 4 w nocy. A. też w tym samym czasie zajął się czym innym. Jego interesują tego typu tematy. Energia, ciało, duch- medytacja. Ja wolę ruch, jestem niecierpliwa i często zmienna, ale i tak do tej pory oboje wymieniamy się swoimi snami, o ile rano pamiętamy, co w nich było.










Czesław Miłosz

"A więc pamiętaj- w trudną porę
marzeń masz być
ambasadorem..."


" To musi byc okropne, mieć taką świadomość,
w której są równoczesne
jest, będzie i było"


" Co zdążysz zrobić, to zostanie,
choćby ktoś inne mógł mieć zdanie."













16 komentarzy:

  1. Często to my jesteśmy dla siebie największymi wrogami...ale możemy i stać się swoimi najlepszymi przyjaciółmi przecież. Tylko czasem...to bolesne, to przerażające, ale jeszcze bardziej musimy się otworzyć na to, co w sobie nosimy. Czasem nawet na swoje własne demony. Bo przecież, skoro to nasz świat i my go tworzymy...to nawet nie musimy z nimi walczyć. Możemy je uspokoić i czule ugłaskać. Wierzę, że znajdziesz do tego jakąś drogę.
    A czasem właśnie, ktoś, kto jest obok, potrafi nam tą drogę cudownie wskazać. I też, musimy na to po prostu pozwolić:)
    A ja jakoś nie potrafię u siebie wieszać swoich obrazów. Wolę je rozdawać, niż patrzeć potem na to, co stworzyłam, może trochę dziwne, wiem. Ale każdy inaczej czuje swoją sztukę i inaczej też tym samym napędza się do tworzenia:)
    A łapacz snów nie musi być doskonały. Ważne, żeby spełniał swoją funkcję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wieszam obrazów, nawet nie mam żadnej swojej pracy, jakoś nie kręci mie rysowanie czegoś w całości, lubię szkicować, rysować, ale tylko fragmenty "czegoś". 2 Portrety, które narysowałam- wysłałam. Te rysunki, co mam na ścianie, są na niej narysowane markerami ;) To taka ozdoba powiedzmy ala tapeta.
      Też nie potrafiłabym wieszać swoich obrazów chyba za każdym razem znajdowałabym coś, co mi się w nich nie podoba.

      Usuń
    2. A, to teraz w pełni rozumiem)
      Dokładnie. Własne obrazy przeszkadzają nawet nieraz, gdy chce się tworzyć kolejne. Za bardzo "palą" niedoskonałością, którą zauważa nieraz tylko twórca.

      Usuń
  2. To opowiadanie na początku. Genialne. Bardzo oddziałuje na mózg. Przynajmniej w moim przypadku.
    O kartach pisałam we wiadomości, więc nie będę się powtarzać.
    Co do pokoju - musisz mi wysłać kolejne zdjęcia, bo widziałam tylko 4 z tych bohomazów, o których wspomniałaś. Tak w ogóle to to bohomazy, które rok temu wysyłałaś - nieziemskie.
    Zachęciłaś mnie do dekorowania pokoju. Chyba powycinam miliardy ptaków i przykleję na gumę do ściany. Moja faza na ptaki - kilka żurawi origami mam zrobionych. Jak będzie więcej czasu to zrobię 1000 malutkich i zawieszę je na nitkach w pokoju. Bo podobno, gdy zrobi się 1000 takich żurawi - jedno marzenie się spełnia ;)
    Nareszcie jakaś dłuższa notka *.*
    Łapacza snów też mi możesz podesłać, chociaż chyba gdzieś widziałam jego zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyślę wyślę, na razie nie dorysowałam nic, ale jak już będzie kolejny rysunek to pierwsza go zobaczysz.
      Ja czekam na twoje żurawie, jestem ciekawa efektu.

      Usuń
  3. Opowiadanie na początku powiało mi grozą ala Sanato chociaż lepiej w ogóle ujęte,bo Sanato to dno. Sny też mnie zawsze interesowały szczególnie po tym jak miałam serię snów,które budziły we mnie autentyczny niepokój i strach.Teraz się nimi tak nie przejmuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka razy obudziłam się, bo śnił mi się koszmar. Nienawidzę spadania w śnie, ale także jak śni mi się coś strasznego o osobach, które znam. Co do opowiadania, to nigdy się ie zastanawiam nad tym jakie ono będzie, czy wiało grozą , czy wesołe, po prostu zaczynam pisać i "coś" z tego wychodzi

      Usuń
  4. Łapacz snów planuję zrobić na wiosnę, gdy gołębie sąsiada zaczną tracić piórka na mojej ogromnej łące. Kiedyś szukałam czterolistnych koniczynek, teraz pośród traw szukam ptasich włosów :)
    Za każdym razem słysząc tę piosenkę szklą mi się oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piosenkę kocham.
      Hah szukanie czterolistnej koniczyny, skąd ja to znam? Przyznam się, że nigy nie znalazłam, a siostra chyba 2 razy :)

      Usuń
  5. Też mam u siebie łapacz snów, ale tylko dla ozdoby. Snów nie zapisuję, chociaż może powinnam. Ostatnio kurde miewam coraz ciekawsze i coraz dziwniejsze sny, ale pamiętam je tylko rano, potem zapominam. Niestety tylko jeden opisałam. Ale raczej nie zastanawiam się szczególnie nad interpretacją snów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie interpretuję snów i nigdy tego nie robiłam, aż strach gdybym miała każdy sen rozbierać na kawałki, które miałyby coś znaczyć. Może kiedyś opiszę na blogu kilka moich snów, bo mam w czym wybierać.

      Usuń
  6. Cudowne słowa Miłosza, jak zwykle zresztą.
    Super sprawa z tym łapaczem snów. Ja swój kupiłam parę miesięcy temu będąc na wycieczce w Pradze. Teraz jednak jak tak na niego patrzę i widzę jak sobie wisi tam nad moim łóżkiem.. wydaje się być taki pusty, błahy. Chyba pójdę w Twoje ślady i przyozdobię go masą piórek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto coś od siebie włożyć. Ja np. lubię robić coś własnoręcznie wtedy wiem, ze jest to jedyne w swoim rodzaju lub obrania DIY oryginalne ;)

      Usuń
    2. Tak, świadomość, że zrobiło się coś samodzielnie bardzo cieszy :)

      Usuń
  7. Trzeba po prostu myśleć pozytywnie, jesteśmy i żyjemy. Ja cieszę się, kiedy rano mogę wyjść na spacer w słoneczny dzień jak wczoraj, cieszyć się tym, co mnie otacza. A łapacz snów to bardzo dobry pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio to samo powiedział mi A. eh.. ale myślę że trzeba patrzyć poza to co mamy. Podał mi przykład ludzi chorych że powinniśmy się cieszyć że my jesteśmy zdrowi. Nie zgadzam się z tym. Większość ludzi się z czymś boryka i trzeba właśnie mierzyć wysoko mieć wielkie marzenia. Jak w piosence której teraz słucham "Są momenty takie" :-)

      Usuń