
Co się ze mną dzieje? Czuję się taka otumaniona. Słowa, które pojawiają się w moich w myślach powtarza echo.
*Co się ze mną dzieje? Dzieje? Dzieje?
Z przerażeniem otwieram oczy. Jest ciemno i cicho. Ta głuchość przeraża. W dalszym momencie nie ruszam się. Leżę na łóżku wysłanym pościelą i czuję, że jest mi niewygodnie, ale nadal nie nie mogę zrobić ruchu. Strach mnie paraliżuje i dopiero teraz słychać ciche stukanie. Dźwięk staje się głośniejszy, odbija się echem i teraz już go rozpoznaje, rozpoznaję bicie własnego serca. Puls rozchodzi się po całym ciele, czuję go w najdalszym cząstkach mojego ciała, aż w końcu z siłą jakiej jeszcze nie czułam gwałtownym ruchem podnoszę się z łóżka. Czuję lekką ulgę, ale nadal boję się.
*Boję się. Boję. Boję.
Nie mogę dosięgnąć stopami podłogi dlatego przez chwilę rozglądam się dookoła siebie. Dopiero oczy zdążyły przyzwyczaić się do ciemności. Ściany są białe, albo jasnego koloru i nic na nich nie wisi. Pomieszczenie jest puste, poza łóżkiem i mną na nim siedzącym. Ściskam mocniej prześcieradło pode mną i dopiero teraz uważniej przyglądam się sobie. Na dłoni zauważam plaster z wenflonem, a łóżko ma z jednej strony metalową barierkę. Jestem w szpitalu.
* W szpitalu. Szpitalu
Wychodzę z pomieszczenia, a jaskrawe światło razi mnie w oczy. Czuję na sobie wzrok pacjentów z sal obok. Stoją w drzwiach i z ciekawością przyglądają mi się. Mam na sobie zieloną pidżamę, a nogi są bose. Czuję lekki chłód przebiegający mi po stopach. Słyszę szept ludzi, ale nie wiem, o czym rozmawiają. Kiedy psuje się jedna lampa nade mną słyszę cichy krok z tyłu. Na chwilę zamieram, jest tak zimno, że powietrze które wydycham zamarza tworząc białą smugę. Powoli odkręcam się na pięcie i widzę za sobą mężczyznę w białym fartuchu, doktora. Trzyma przed sobą w ręku teczkę i stuka w nią długopisem, a dźwięk ten odbija się od ścian i zatrzymuje na mnie.
* Biegnij. Biegnij. Biegnij
Nie zdążę nic zrobić, gdy już czuję na sobie czyjeś ręce, z przerażenia upadam i wpadam w histerię.
*Wstawaj. Wstawaj. Wstawaj.
Gdy otwieram oczy, znajduję się w innym pomieszczeniu. Czuję na sobie ciepłe ręce, które przecierają moje załzawione oczy. Kiedy podnoszę głowę widzę przed sobą Twarz ma zmartwioną, ale nie mija chwila kiedy posyła mi uśmiech i zaraz znowu znajduję się w jego bezpiecznych ramionach.

W końcu zebrałam się w sobie i dni które mi mijają nie są wcale takie nudne, jak myślałam, że będą. Na razie nic nie planuję. Nie chce wiedzieć, co będzie się działo kolejnego dnia, bo to prowadzi do rozczarowania. Dziś zajęłam się w końcu historią, która na prawdę przytłacza. Kiedy widzę podręczniki, które muszę opracować w ferie czuję na ciele ciary. Oczywiście słowo muszę nie jest napisane w znaczeniu I have to tylko I must. A resztę dnia spędziłam na "nie wiadomo czym". Chyba z 2 godziny z bratem i ojcem grałam w karty. Kto umie grać w 3-5-8 ten wie ile czasu pochłania ta gra. Oczywiście to ojciec wygrał, ale ja zajęłam równie zaszczytne drugie miejsce kończąc wynikiem 0 pkt :)
--------------------------------------------------------------- to było wczoraj
Czym się będzie różnił dzisiejszy dzień, tego jeszcze nie wiem, możliwe, że zaraz wezmę się za rysowanie. Warto poćwiczyć włosy. Mam z nimi problem, bo jeśli chodzi o oczy, to potrafię je zrobić w 2 minuty (chodzi o Mangę). Mam wprawę dzięki nudzeniu się na j.polskim.
Myślę, że może dorysuje w końcu kolejny rysunek na ścianie. Nie pisałam wcześniej o tym, ale lubię mieć różne bohomazy w pokoju. Jedna ściana przeznaczona jest na moje malowidła. Niestety na początku, kiedy zaczynałam, nie myślałam o tym i mam kilka obrazków, gdzie indziej porozmieszczanych, co będzie utrudnieniem, przy malowaniu ścian, bo raczej czarny marker nie będzie łatwo zamalować, no ale co ja teraz mogę poradzić.
W pokoju znajduje się także lustro oklejone czarnymi motylkami zrobionymi z brystolu. Razem z siostrą rysowałyśmy i wycinałyśmy je 5 godzin, a potem kolejną godzinę zajęło nam naklejanie ich na specjalną gumę do ścian. Praca żmudna, ale efekt nieziemski.
Powieszony także został łapacz snów, ale niezbyt mi on wyszedł. Będę musiała przyczepić do niego więcej piórek, żeby ciekawiej wyglądał. Zrobiłam go, bo miałam okres fascynacji świadomym śnieniem. To było jakieś pół roku temu, kiedy razem z A. próbowaliśmy coś osiągnąć różnymi metodami. On miał już lekkie doświadczenie, co mnie bardziej motywowało. Oboje przykładaliśmy się, wykonywaliśmy testy rzeczywistości, zapisywaliśmy sny, budziliśmy się w nocy, aby zaraz zasnąć i mieć ten wymarzony świadomy sen. Udało mi się chyba 3 lub 4 razy, ale tylko raz byłam w pełni świadoma tego wszystkiego. Kolejne razy były przypadkowe i krótkie. Oczywiście po jakimś czasie znudziło mi się zapisywanie snów ( wyobraźcie sobie o 6 wstawać do szkoły i pierwsze co robić to zapisywać w telefonie, co wam się śniło, a potem to rozszyfrowywać, no bo przez zamknięte oczy trudno coś napisać) oraz wstawanie o tej 4 w nocy. A. też w tym samym czasie zajął się czym innym. Jego interesują tego typu tematy. Energia, ciało, duch- medytacja. Ja wolę ruch, jestem niecierpliwa i często zmienna, ale i tak do tej pory oboje wymieniamy się swoimi snami, o ile rano pamiętamy, co w nich było.


Czesław Miłosz
"A więc pamiętaj- w trudną porę
marzeń masz być
ambasadorem..."
" To musi byc okropne, mieć taką świadomość,
w której są równoczesne
jest, będzie i było"
" Co zdążysz zrobić, to zostanie,
choćby ktoś inne mógł mieć zdanie."













.jpg)






















