Ogólnie, parafrazując, było już tak pięknie, bo w końcu ( czyli dopiero we wrześniu) przemyślałam gruntownie, gdzie chce iść na studia. Gdzie, w tym znaczeniu, że co chcę studiować. Po 2 latach w liceum na profilu humanistycznym, w końcu stwierdziłam ( no dobra ktoś pomógł mi to stwierdzić), że brnięcie w psychologię nie ma sensu, bo zmarnowałabym te 5 lat na nauce, po czym ni by z tego nie było. No i zgadnijcie, co postanowiłam? Idę na logistykę ( Idę piszę w teraźniejszym, bo nie wiadomo, czy się dostanę, a w tym czasie brzmi to afirmująco).
No, ale co z tym Krakowem, okazuje, że życie nie jest takie drogie, tzn. dla mnie, dla osoby, która żyje cały czas na garnuszku rodziców i nie widzi dużej ilości pieniędzy zbyt często, to jest drogo. Powtórzę, uświadomiłam sobie, że życie jest drogie.. ale nie od razu się zdołowałam.
Powiedziałam o tym mamie, na co ona odpowiedziała " Marzena (ciocia) daje Kamilowi (kuzyn)500 zł i ma się za to utrzymać". oniemiałam jak to usłyszałam. Przecież taka kwota to wyniesie mnie za mieszkanie i dojazd ( myśląc pozytywnie) a gdzie reszta? Nie wiem, czy się dostanę do akademika. Czy ona naprawdę jest tak nieświadoma? Po drugie nie wierzę, że to cała suma którą brat dostaję. No chyba że ciotka wszystko opłaca, a to dostaje na życie.
Takie rzeczy dołują. Na razie przestałam myśleć o jakiejkolwiek przyszłości, bo po co można się podołować no nie? Wiem, że pewnie będę studiować, że da mi pieniądze, ale wkurza mnie perspektywa tego proszenia jej o wszystko, bo wiem, że za każdym razem będzie mi wypominać każdą złotówkę, którą dostanę i oceniać jak sobie radzę, jak oszczędzam, a raczej nie oszczędzam, bo to ona jest talentem w tej dziedzinie i w życiu taka dobra nie będę.
Wgl to good news. Wczoraj w końcu przerwałyśmy z mamą ciszę, która trwała 4 dni między nami. Nie będę opisywać, o co się obraziła, bo zaufajcie mi, szkoda czasu (mojego) na opisywanie tego, (waszego) na czytanie (tych wypocin)
Poza tym tak ja pisałam na początku spotkałam się z kilkoma osobami. Wypad wyszedł niespodziewanie. Ogólnie trochę to skomplikowane, bo był zaplanowany na weekend, ale chciałam się z niego wymigać. Mianowicie są takie 2 osoby, z którym nie chciałam zbytnio rozmawiać, a raczej tłumaczyć dlaczego zerwałam kontakt ( jestem w tym dobra) ale jednak wyszło tak, że się spotkaliśmy i nikt o nic nie pytał ;P
Czasem zastanawiam się nad swoją egzystencją. Życie często wydaje się być do dupy. Wiem, że to tylko ułuda, ale tak często w nią popadam, że sometimes ( coby nie było powtórzenia) zaczynam w to wierzyć. Tak łatwo się poddaję, za łatwo, szybko łapię doła, za szybko. Staram się być silna, ale nie zawsze to wychodzi. NA szczęście są też takie dni kiedy szczerze ( nie pod maską) uśmiecham się i wiem, że może nie jest jednak aż tak źle. Owszem są dni, w których ma się ochotę "nie być" ale też takie, kiedy podczas rozmowy z drugą osobą ( nawet zwyczajnym kolega) wie się, że jednak po coś się jest na tym świecie, że może dla kogoś się coś- chociaż to "coś", jeden mały procent- znaczy. Ciesze się, że mam takie osoby. A może ( pocieszę się tym zdaniem) są tez osoby, o których nie wiem, że dla nich też coś znaczę.
Jestem leniem. Przede mną leży stos książek, do których nie chce mi się zajrzeć. Historia, której muszę się pouczyć, kolejna "dwója" ze sprawdzianu nie jest urzekająca. Mam zamiar uczyć się na poprawę sprawdzianu, który wczoraj napisałam I wiem, że poszło fatalnie, a wręcz makabrycznie, choć się uczyłam). Do tego bonusowe wypracowanie z polskiego za to, że nie byłam na jednej lekcji ( taka forma kary "szansy" dla osób, które nie były, żeby mogły nadrobić temat).
-A czemu Cię Karolina nie było na lekcji?
- Bo mi budzik nie zadzwonił
- Jak to?
- Miałam wyciszony, ale nie wiem jak to się stało, bo nie umiem go wyciszać i po prostu go nie słyszałam
Poza tym miałam zacząć pisać, a raczej kontynuować opowiadanie, które kiedyś tam, dawno dawno temu... zaczęłam i nie skończyłam, ale.. nie chce mi się, nie mam pomysłu, weny i.. ( takie tłumaczenie i wymówka).
Zamiast tego wszystkiego wymienionego wyżej wole pograć sobie w "Terrarię" na telefonie lub obejrzeć "Pamiętniki wampirów".


kocham ich
PS: niezła dupa ciacho
"Nie, nie, nie Karolina! Teraz właśnie teraz kończysz notkę, wyciągasz długopis i już machasz wypracowanie z polskiego, a potem, dobra odpuszczę ci dzisiaj historie, ale a to robisz zadanka z matematyki, bo w poniedziałek sprawdzian i uczysz się słówek z angola! Chyba nie chcesz kolejnej słabej oceny do kolekcji, co?!?!"












Także chciałabym studiować w Krakowie, ale... niestety. To pozostanie już tylko marzeniem :) .
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś uda nam się chociaż pomieszkać w tym mieście :-)
UsuńKraków <3 Miałyśmy do Łodzi, ej! Zdrajca :D Nie pozbędziesz się mnie, pójdę za Tobą. A tak na poważnie to wczoraj zaczęłam się zastanawiać, czy nie postawić na pierwszym miejscu medycyny. Pomyślałam, że mogłabym codziennie dojeżdżać na uczelnię (co z tego, że to 80km w jedną stronę :P). Co do tych 500zł - da się za to utrzymać! Zamiast mieszkania wynajmujesz jeden pokój, nie kupujesz ciągle ubrań, ewentualnie second-handy, pokój bierzesz blisko uczelni i chodzisz na pieszo. A jedzenie przywozić od rodziców XD Można zawsze jakąś robotę dla studentów sobie podłapać, akurat niedawno mój znajomy znalazł robotę, gdzie chodzi 4 godziny dziennie do pracy 3 razy w robocze i w weekend raz na 8 godzin. Wiadomo, że z tego nie będzie pensji 2000zł, ale każdy grosz się liczy na studiach XD Tak ogółem to myślę tak jak ty, nie chcę brać od rodziców pieniędzy, chcę się usamodzielnić, mieszkać osobno i dawać sobie radę. Wtedy najszybciej się dorasta.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że na priv opowiesz mi chociaż trochę o Waszej kłótni.
A!! To z tymi osobami się spotkałaś! To już rozumiem :) Mówiłam Ci, żebyś się nie martwiła na zapas.
Ktoś używa słowa "coby", nie jestem sama! Chyba ze mnie na Ciebie się trochę przeniosło :D
"Owszem są dni, w których ma się ochotę "nie być" ale też takie, kiedy podczas rozmowy z drugą osobą ( nawet zwyczajnym kolega) wie się, że jednak po coś się jest na tym świecie, że może dla kogoś się coś- chociaż to "coś", jeden mały procent- znaczy." - bardzo piękne słowa. Chyba dla mnie napisane :D Znasz moją opinię na ten temat (być a nie być i tak dalej), więc się nie będę rozwodzić, bo pewnie jeszcze nie raz o tym ode mnie przeczytasz.
Nie stresuj się tak bardzo szkołą. Ja się stresuję tylko tą nauczycielką, wiesz którą, tą u której jestem spalona XD Ale tak to no stress. Myślę, że dasz radę i sama w to uwierz, wtedy będziesz mogła pokonać wszelakie bariery. Bo bariery to nie kłody pod nogami rzucane nam przez los lub ludzi, ale bariery są w naszych głowach i tylko tam możemy je zniszczyć.
Kraków jednak odpada. Patrzyłam różne uczelnie, ale nie ma nic dla mnie. Tzn. na siłę może i by coś było np. transport, ale kurde logistyk to logistyk więc- nie (niestety i stety)
UsuńMoże i da się przeżyć, ale sama nie wiem przecież jest dużo różnych spraw za które się płaci, różne uczleniane. Poza tym nie lubię niepewności, czy uda mi się z tym do końca miesiąca, wolę mieć więcej i np. zaoszczędzić na kolejny miesiąc. Dlatego też powstał w mojej głowie plan, że w wakacje pracuję i zarabiam, nie powiem mamie ile dokładnie zarobiłam, bo po prostu odłożę sobie te pieniądze na czarną godzinę. Poza ty też właśnie myślałam o pracy popołudniowej, ale dopiero jak wdrożę się w życie studenckie i wszystko będę już mniej więcej ogarniać, dlatego też nie zaczynam od studiów zaocznych tylko dziennych
Odpiszę oczywiście na priv, ale teraz lecę pomóc przy obiedzie.
Ps. czytając twój komentarz niektóre słowa śpiewam. Tak to jest jak się słucha Happysadu :)
Ja też chciałabym studiować w Krakowie :) Bardzo podoba mi się to miasto, a za Warszawą delikatnie mówiąc nie przepadam... Ale póki co staram się nie myśleć o przyszłości, bo to wywołuje u mnie zły humor i ogólnie od razu chodzę zdołowana,
OdpowiedzUsuńNie lubię kłócić się (chociaż to nie kłótnie, raczej wymiana poglądów) z moją mamą. Traktuję ją jak najbliższą przyjaciółkę, zwierzam się jej ze wszystkiego a w tym roku gdy się pokłóciłyśmy strasznie dało mi się to we znaki. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Ale nie będę do tego wracać bo nie ma po co.
Mam podobnie z tą całą egzystencją. Często mam doła, ale zdarza się, że uśmiecham się cały dzień i to tak szczerze :)
I jeszcze taki mały akcent co do Twojego komentarza u mnie- zgadzam się z Tobą całkowicie :)
Też nie lubię kłótni. No właśnie tak samo jak ty dobrze dogaduję się z mamą, przekomarzamy się jak przyjaciółki, śmiejemy itp. no naprawdę jest super, ale czasem jest wkurzająca i przesadza, ostatnio częściej i kontakt się psuje, wgl mamy różne charaktery, w niektórych kwestiach na szczęście podobne.
UsuńTeż przerażają mnie koszty życia. Minimum 300 to akademik. Gdzie dojazdy,gdzie jedzenie,ubrania,jakakolwiek rozrywka? Straszne jest też to,że ostatnio nawet do call center chcą doświadczenie. gdzie je zdobyć,jak wszędzie go wymagają?
OdpowiedzUsuńTeż oglądam Pamiętniki :)