środa, 3 grudnia 2014

Grudzień- nieoczekiwany obrót o 180'



Na początku napisze, że z tata wszystko wyjaśnione, odważyłam się na rozmowę, Wszystko, aby wspólnie trzeba ustaliliśmy i nie nie jechałam zrobić babci.

W zamian za z poszłam na dyskotekę w sobotę I ..

grudzień zaczął się magicznie (co prawda wtedy jeszcze był listopad, ale przełom nie)


Magia zadziałała, w związku z tym, żeby wszystko zrównoważyć przyszły wątpliwości i sytuacja Która określam słowem "beznadzieja"

Taniec, dotyk, spacer, rozmowa - Po prostu coś, co w realu się wydarzyło tego było ja chyba mi trzeba. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że Się zauroczyłam, nie wiem chce się powiedzieć czy, nie wiem czy chcę tego.





Teraz są dwie osoby, a ja pomiędzy nimi.  Skrajne sytuacje. 4 dni w realu kontra znajomości 9 miesięcy znajomości przez internet. 
Może zacznę pisać książkę, bo historia intrygująca. Hmm ciekawe jak się skończy, nie dowiem się tego tym razem zarywając noc na czytaniu.





Czy naprawdę wszystko musi się komplikować? 
Nie ważne i tak ciesze się z początku tego miesiąca, Kto by pomyślał, że po nędznym listopadzie będzie cudowny grudzień. Liczę, że tak samo jak się magicznie zaczął tak też się skończy.


Zapamiętać na przyszłość- nie włączać tłumacza kiedy piszę notkę, bo inaczej pierdolone głupie Google przetłumaczy moją notkę po swojemu.

Szczęśliwego Nowego Roku CHEERS









sobota, 29 listopada 2014

I need a doctor...

*telefon ......
- wychodzę
- gdzie?
- przejechać się
- z kim?
- nie wiem P. dzwonił i jedziemy się przejechać
- tylko nie wracaj czasem o 24 tylko wcześniej, o 22

***22:20
- co ja mówiłem/ miałaś wrócić o 22
>cisza<
- jak chcesz żyć ze mną w zgodzie to się słuchaj ( złość w głosie)



piątek 22:10
*telefon "wychodzisz?"
- mogę się przejechać?
- co? z kim? widzisz, która godzina? na mózg ci siadło? późno jest
*sms " nie mogę" / "jak to nie możesz?"/ "normalnie tata w domu i dla niego to to jest późna godzina"/ "no ok skoro tak :( smutaszek. ale następnym razem nie ma wybacz"

Dlaczego nie potrafię się sprzeciwić. Mam 18 lat.. Nie wiem chyba się boję, co będzie jak się sprzeciwię.

A:
* nie wiem, co ci poradzić ale masz dwa wyjścia albo awantura albo siedzieć cicho i się słuchać. co wybierasz przemyśl wszystko
* ... jak dziś nie masz sił to później spróbuj, wiem że kiedyś pękniesz. On nie rozumie że nie jesteś już dzieckiem...
* to wjedź mu na palenie, bo mówiłaś, że ostro pali. Albo na inne rzeczy, przygotuj arsenał, argumenty. W końcu rozszerzony human
* weź klucze zapasówki, powiedz że idziesz i wyjdź ( jak prośby nie pomogą) nawet jak dom by zamknął to se otworzysz



" Nie wiem, nie umiem boję się konsekwencji i wszystkiego. Spróbuję najwyżej nie wiem co -,- nie wiem czy jutro będzie okazja. Dobra kogo oszukuję przecież stchórzę"

* nie spisuj się na straty







------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Ostatnie dni to masakra, wkurza mnie wszystko, jestem nerwowa, a to za sprawą tylko jednej osoby.



Nie wiem, co bym zrobiła bez dwóch ważnych dla mnie osób w życiu.


Na studniówkę idę jednak z innym chłopakiem nie wiem czy pisałam, że wgl z kimś idę, ale do teraz zdążyłam zmienić partnera. Wiem, ze to nie fair w stosunku do pierwszego, ale czasem trzeba być egoistą, a to ważny dla mnie dzień i chcę się dobrze bawić, żeby mieć, co wspominać.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zaraz nie wytrzymam, pęknę no normalnie pęknę. Jak można komuś mówić, że nic nie robi, jak samemu nic się nie robi. piiiip, piiiip, piiip, piiip, piiip, piiip.


" Pękło jak bańka mydlana", " Pękło i roztrzaskało się jak szkło o podłogę na miliony małych kawałków"- ile jest już takich "wspaniałych" przeżytych metafor, które nijak się będą miały do mnie.

Właśnie usłyszałam. No prawie właśnie bo wyszłam do łazienki sę wypłakać. Płaczę już 3 dni.

" Co do tych twoich wyjść to nie mam mowy.  O 22 masz być w domu, to ja ciebie utrzymuję ( czy coś w tym stylu) i mieszkasz tu na moich zasadach. Wiesz ile dziewczyn jest takich co pojechało gdzieś z kolegami i się naćpali, a potem wypadem i nie żyje. Zresztą po co ty tam jeździsz do S.9 miejscowość, pogadać, czy pomigdalić się (moja odpowiedź pogadać) to co nie możesz do siebie zaprosić ( nie, bo chcieliśmy sobie pojeździć).. " w sumie nie pamiętam, co było dalej.

W pierwszej chwili pomyślałam, ze wszystko przepadło, moje przeciwstawianie się. Ale czemu ja mam być na tych samych zasadach, co 2 lata młodsza siostra? Nikt mi nie powie, ze to pierdolone martwienie się, bo mam też się martwi, ale nie wprowadza takich popierdolonych zasad, bo mi ufa.
A wiec poszłam do łazienki wypłakać się i wpadł mi do głowy pomysł, żeby pojechać do babci na tydzień, ale musiałabym oczywiście z rodzicami pogadać. myślałam, o liście, ale miałabym jeszcze bardziej przewalone, bo to babcia od strony taty, która mieszka w mieście gdzie chodzę do szkoły (6 km) ale nie wiem jak rozpocząć rozmowę. W sumie to teraz jak już weszłam do pokoju i to pisze to ten pomysł wydaję się być masakryczny. Ciasna łazienka jest lepsza do przemyśleń. Nie wiem nie wiem nie wiem, nie wiem, nie wiem, co zrobić.
Myślałam, żeby zacząć " Musimy porozmawiać.. Dlaczego mimo, ze mam 18 lat mam być na tych samych zasadach, co kiedyś?...... przecież jestem odpowiedzialna i moi koledzy też są, D.(kuzynka) też." wiem, że przy tym się rozpłaczę, taka już jestem, staram się być twarda, ale nie potrafię, tata pewnie w tym momencie zacznie krzyczeć i tak się skończy. Może jak zacznie krzyczeć, to powiem, ze może pojadę do babci na tydzień, żeby odpocząć i się zrelaksować, bo ostatnio i tak jestem nerwowa.

Nie zapytam, czy potraficie mi pomóc, bo chyba się nie da, no chyba ze jakieś rady. I nie nie dam rady wytrzymać, do czasu, aż będę niezależna.


Notka bez obrazków i nieczego, chciałam jakoś ją inaczej zakończyć, no ale u mnie, co rusz coś się dzieje.

wtorek, 18 listopada 2014

Przemyślenia (powiedzmy) Nieznanej ...

Chciałam napisać dziś notkę, o czymś sensownym, może głębszym (o ile stać mnie na takie przemyślenia) ale Chyba tylko o sobie potrafię pisać. Piepszona egoistka.

Zacznijmy od muzyki wprowadzającej, takiej na początek, żeby zrobiła klimat. Może nie nie wpasuje się w tekst, bo jeszcze nie wiem o czym będzie, ale po prostu niesamowity kawałek



Powieki jej drgały, palcami przeczesywała włosy,
 stojąc przed lustrem przygryzała dolną wargę.  
Na stole peruka
Na palcu soczewka
Na twarzy już uśmiech
W torebce szminka
Kreska pociągnięta

Maska nałożona
prawdziwa osoba na bok odepchnięta. 







Jednak takie piosenki potrafią natchnąć do napisania czegoś. W mojej twórczości piszę to co czuję, nie o sobie choć zdarza się, bo moje uczucia (wiadomo) są ze mną powiązane. Dodatkowo, co do obrazków, które wstawiam. Wklejam to co mi się podoba, jak coś kogoś zaniepokoi to niech tego nie bierze zbyt do siebie, z reguły nie odzwierciedlają moich uczuć. Pocięte ręce nie mówią, że się tnę, tylko ( słowo podoba nie pasuje tu) jakoś to do mnie trafia, inspiruje mnie. Moje uczucia (wrażliwość) skupia się bardziej na tym jak coś jest zrobione, dlatego czasem w moich wpisać można coś wyczytać między wierszami. Myślę, że nie zawsze da się coś wprost napisać, a ja nie lubię czegoś zbytnio eskalować. Dla mnie liczy się sposób (humizda ze mnie) powiększenie, podkreślenie, kolor obrazka, nie jego treść ( choć nie zawsze)

A więc pokazałam wam część skomplikowanej mnie. 




piękny koteczek




Co myślicie o ludziach chowającymi się pod maskami?
Ja rozumiem takie osoby, sama taka byłam i nadal jeszcze jestem. Cały czas dążę do poznania i pokazania swojego prawdziwego "ja". W sumie także stąd jest tytuł mojego bloga. THIS IS WHO I REALLY AM. Taka moja afirmacja. czytając to podbudowuję się, wiem, że potrafię być sobą, nie udawać, bo nie mam po co. Problemy rozwiązywać, tak? Nie jest to łatwe. Łapię się na fałszywym uśmiechu kiedy mam zły humor >czyt. doła< Ale czy to nie jest łatwiejsze rozwiązanie? Czy właśnie nie chodzi o to, żeby móc na chwilę pobyć samemu, bez osób z zewnątrz, które widząc smutek starają się pomóc, dopytują, a czasem trudno odpowiedzieć na niektóre pytania. Łatwiej jest się uśmiechnąć zażartować, a złe emocje zdusić w zarodku. Ale w życiu chyba nie chodzi o to, żeby było łatwiej, tylko lepiej. Jest to często survival ale zbudowany tak, aby każdy potrafił go przejść. To my sami sobie wszystko utrudniamy. Nawet skrywanie emocji, bólu, smutku. Nie warto wstydzić się płakać. To dobre oczyszczenie. Mam nadzieję, że każdy w swoim życiu będzie miał moment kiedy potrafił będzie pokazać swoją prawdziwą twarz i powiedzieć " Taki jestem" 







Marzy mi się wyjazd do jakiegoś ciepłego kraju. Albo nie po co się ograniczać? Zwiedzić świat. To jest to. Największe marzenie. Zaczęłabym od Japonii. Fascynuje mnie kultura tego kraju. Potem może Chiny, Korea, USA, RPA, Kongo, Nowa Zelandia, Brazylia, Argentyna, Australia............












Jak was jeszcze nie zalałam obrazkami to ciąg dalszy nastąpi...


dlaczego ja nie mam łaskotek (?)





"Różnica między tym, co robimy, a co jesteśmy w stanie zrobić, wystarczyłaby, bo rozwiązać większość problemów tego świata."

Mahatma Gandhi




"Jeden dzień — a na tęsknotę — wiek.
jeden gest — a już orkanów pochód,
jeden krok — a otoś tylko jest
w każdy czas — duch czekający w prochu"
Krzysztof Kamil Baczyński








sobota, 15 listopada 2014

Myśli płyną jak łódka na rzece marzeń...



     Już trochę czasu siedzę na internetach lekko dołując się. Wszystko zaczęło się przez wczorajszy dzień kiedy to spotkałam się z kilkoma osobami, które chcą studiować w Krakowie, nie ukrywam, ze to i moje marzenie, ale zawsze je jakoś spychałam na bok, bo uważałam, że jest drogo, a nawet drożej niż w Wawie, przez co dołowałam się z lekka perspektywą spędzenia 5 lat w stolicy, której nie lubię, a do której musiałabym pojechać, aby nie być jakaś osamotniona w obcym mieście (kilka koleżanek właśnie tam się wybiera). 
     Ogólnie, parafrazując, było już tak pięknie, bo w końcu ( czyli dopiero we wrześniu) przemyślałam gruntownie, gdzie chce iść na studia. Gdzie, w tym znaczeniu, że co chcę studiować. Po 2 latach w liceum na profilu humanistycznym, w końcu stwierdziłam ( no dobra ktoś pomógł mi to stwierdzić), że brnięcie w psychologię nie ma sensu, bo zmarnowałabym te 5 lat na nauce, po czym ni by z tego nie było. No i zgadnijcie, co postanowiłam? Idę na logistykę ( Idę piszę w teraźniejszym, bo nie wiadomo, czy się dostanę, a w tym czasie brzmi to afirmująco).
     No, ale co z tym Krakowem, okazuje, że życie nie jest takie drogie, tzn. dla mnie, dla osoby, która żyje cały czas na garnuszku rodziców i nie widzi dużej ilości pieniędzy zbyt często, to jest drogo. Powtórzę, uświadomiłam sobie, że życie jest drogie.. ale nie od razu się zdołowałam. 
     Powiedziałam o tym mamie, na co ona odpowiedziała " Marzena (ciocia) daje Kamilowi (kuzyn)500 zł i ma się za to utrzymać". oniemiałam jak to usłyszałam. Przecież taka kwota to wyniesie mnie za mieszkanie i dojazd ( myśląc pozytywnie) a gdzie reszta? Nie wiem, czy się dostanę do akademika. Czy ona naprawdę jest tak nieświadoma? Po drugie nie wierzę, że to cała suma którą brat dostaję. No chyba że ciotka wszystko opłaca, a to dostaje na życie. 
     Takie rzeczy dołują. Na razie przestałam myśleć o jakiejkolwiek przyszłości, bo po co można się podołować no nie? Wiem, że pewnie będę studiować, że da mi pieniądze, ale wkurza mnie perspektywa tego proszenia jej o wszystko, bo wiem, że za każdym razem będzie mi wypominać każdą złotówkę, którą dostanę i oceniać jak sobie radzę, jak oszczędzam, a raczej nie oszczędzam, bo to ona jest talentem w tej dziedzinie i w życiu taka dobra nie będę.




Wgl to good news. Wczoraj w końcu przerwałyśmy z mamą ciszę, która trwała 4 dni między nami. Nie będę opisywać, o co się obraziła, bo zaufajcie mi, szkoda czasu (mojego) na opisywanie tego, (waszego) na czytanie (tych wypocin)





Poza tym tak ja pisałam na początku spotkałam się z kilkoma osobami. Wypad wyszedł niespodziewanie. Ogólnie trochę to skomplikowane, bo był zaplanowany na weekend, ale chciałam się z niego wymigać. Mianowicie są takie 2 osoby, z którym nie chciałam zbytnio rozmawiać,  a raczej tłumaczyć dlaczego zerwałam kontakt ( jestem w tym dobra) ale jednak wyszło tak, że się spotkaliśmy i nikt o nic nie pytał ;P





Czasem zastanawiam się nad swoją egzystencją. Życie często wydaje się być do dupy. Wiem, że to tylko ułuda, ale tak często w nią popadam, że sometimes ( coby nie było powtórzenia) zaczynam w to wierzyć. Tak łatwo się poddaję, za łatwo, szybko łapię doła, za szybko. Staram się być silna, ale nie zawsze to wychodzi. NA szczęście są też takie dni kiedy szczerze ( nie pod maską) uśmiecham się i wiem, że może nie jest jednak aż tak źle. Owszem są dni, w których ma się ochotę "nie być" ale też takie, kiedy podczas rozmowy z drugą osobą ( nawet zwyczajnym kolega) wie się, że jednak po coś się jest na tym świecie, że może dla kogoś się coś- chociaż to "coś", jeden mały procent- znaczy. Ciesze się, że mam takie osoby. A może ( pocieszę się tym zdaniem) są tez osoby, o których nie wiem, że dla nich też coś znaczę. 





Jestem leniem. Przede mną leży stos książek, do których nie chce mi się zajrzeć. Historia, której muszę się pouczyć, kolejna "dwója" ze sprawdzianu nie jest urzekająca. Mam zamiar uczyć się na poprawę sprawdzianu, który wczoraj napisałam I wiem, że poszło fatalnie, a wręcz makabrycznie, choć się uczyłam). Do tego bonusowe wypracowanie z polskiego za to, że nie byłam na jednej lekcji ( taka forma kary "szansy" dla osób, które nie były, żeby mogły nadrobić temat). 

-A czemu Cię Karolina nie było na lekcji?
- Bo mi budzik nie zadzwonił
- Jak to?
- Miałam wyciszony, ale nie wiem jak to się stało, bo nie umiem go wyciszać i po prostu go nie słyszałam

Poza tym miałam zacząć pisać, a raczej kontynuować opowiadanie, które kiedyś tam, dawno dawno temu... zaczęłam i nie skończyłam, ale.. nie chce mi się, nie mam pomysłu, weny i.. ( takie tłumaczenie i wymówka). 

Zamiast tego wszystkiego wymienionego wyżej wole pograć sobie w "Terrarię" na telefonie lub obejrzeć "Pamiętniki wampirów". 


kocham ich
PS: niezła dupa ciacho


"Nie, nie, nie Karolina! Teraz właśnie teraz kończysz notkę, wyciągasz długopis i już machasz wypracowanie z polskiego, a potem, dobra odpuszczę ci dzisiaj historie, ale a to robisz zadanka z matematyki, bo w poniedziałek sprawdzian i uczysz się słówek z angola! Chyba nie chcesz kolejnej słabej oceny do kolekcji, co?!?!"


środa, 5 listopada 2014

Krótki post, czyli wszystko i nic... ... .. ....

Tak jak obiecałam dziś będzie bardziej optymistyczna notka, tzn. po prostu nie smutna. A tak naprawdę to i tak by była weselsza, bo taki mam humor.



Idę na studniówkę.. z kolegą. Taa wprost go zapytałam, nie umiem owijać w bawełnę więc o większość, rzeczy pytam prosto z mostu. Był zaskoczony, ale się zgodził :)




Wgl zbieram się do tej notki już jakiś czas. Najpierw nie miałam, co napisać, a jak już miałam to nie miałam kiedy. :p



Teraz już inaczej myślę, ale i tak napiszę o tym jakie myśli ostatnio kłębiły się w mojej głowie. Otóż, kurcze mam już dość bycia samemu, chcę miłości, zakochać się. Może to głupio brzmi. Nie może, tylko wgl głupio no, ale cóż.
Po prostu przeżyłam już pierwszą "miłość" nie no "miłość" to za dużo powiedziane. Podobał mi się chłopak i chyba dlatego z nim byłam ( z perspektywy czasu to pisze), bo ogólnie fajnie było mieć pierwszego chłopaka, no może trochę byłam zauroczona. Zmarnowałam swój pierwszy pocałunek, trudno się mówi ( był w szkole, masakra) ( a propos masakra- lubię to słowo i będzie się często pojawiało w moich wypowiedziach)
W wakacje była szalona wakacyjna ( też nie nazwałabym tego miłością). No dobra powiedzmy sobie szczerze. Przelizałam się z chłopakiem, którego nie znałam ( tzn. znałam już kilka godzin i dopiero) btw. najlepsze wakacje ever szczególnie jezioro. Imprezy do rana potem odsypianie, plaża i znowu impreza). Potem było z nim jeszcze fajniej, namiętnie.... mniejsza. Nie żałuję tego ( koleżanki komentują, mam to w dupie)
Żałuję tylko całowania ( też wakacje) z kolegą z grupki ( drugi wypad nad jezioro z kuzynką i jej ekipą) Nie wiem co to wgl było, przecież on był brzydki i nawet dużo nie gadaliśmy. Nie oceniajcie mnie, że tak patrzę i oceniam kogoś po wyglądzie, ale no kto tak nie robi?


No i minęły wakacje fajnie było, nic nie żałuję, ale czy nie czas najwyższy na coś większego, na miłość, taką prawdziwą, gdzie mogę tej drugiej osobie zaufać i powiedzieć WSZYSTKO? Powiecie "marzenie ściętej głowy". Nie mówię że to ma być miłość na zawsze, ale po prostu miłość, zakochanie, szaleństwo, namiętność, tulenie, kakałko, filmy, spacery, spontan.......



Tak rozmyślałam do niedawna, ale czy jestem gotowa? Owszem jestem szalona, spontaniczna, ale czasem potrzebuję przez chwilę jakiegoś ładu, żeby się nie pogubić. (Często się gubię, w problemach, emocjach, uczuciach, życiu). Kiedy już coś jest to zaczynam się zastanawiać. Chyba po prostu nie chcę być zraniona...

Nikt nie chce.


super ten kot


To chyba ta zima jesień skłania mnie do refleksji





Ostatnio dużo słucham rapu ( dużo w sensie 10-15 piosenek mam na fonie, nie no chyba z 10). Siostra się śmieje, że się zmieniłam, a jednocześnie martwi się czy pójdę z nią na rockotekę. No ja miałabym nie pójść? Pogo, ściana- muszę tam być :) Kocham to <3
może tak spektakularnie to nie wygląda...


ale podobnie, super atmosfera 







Nigdy nie myślałam, że poznam osoby, którym powiem wszystko ( dobra 99,9%) Mam takie 2 osoby :)
Z dedykacją dla different <3